Ciężko było żegnać Czarnogórę. Ale jeszcze nie teraz o ludziach z Czarnogóry. Na opowieść o Tarze, którą Duszek Lotek wysłał z Gór Biogradskich do Busa Pełnego Przygód też przyjdzie czas. Ta historia będzie o Serbii i Człowieku z siekierą.

Przyszedł moment, że i mnie trochę goni czas. Bus Pełen Przygód obrał ster na Południe Bałtyku, niespiesznie oczywiście. Codzienne życie w podróży pokazało, że najlepiej jeździ się dziennie 300 – 400 km. Jest czas na śniadanie, pracę, obiad i delektowanie się okolicą..

Postanowiłam wracać przez Serbię i wyszło to całkiem zabawnie, bo dokładnie rok temu też 8 kwietnia byłam w Serbii, tylko wtedy było to początek wyjazdu do Grecji. Serbia już wtedy ujęła mnie swą gościnnością i bałkańskim klimatem. Niestety przez deszcz towarzyszący całą drogę nie dała się do końca poznać.

Tym razem było inaczej…

Już od od granicy z Montenegro przez Jabuszka, z dala od sebrskiej autostrady ścieżka prowadziła malowniczymi krajobrazami. Noclegu lubię szukać jeszcze za widna. Kilka kropek na mapie wyglądało całkiem atrakcyjnie, a że były w niedalekiej odległości plan zakładał sprawdzić każdą z nich. Zostałam już na pierwszej.. nie było sensu szukać dalej.

z widokiem na góry…

Równocześnie ze mną na potencjalne miejsce noclegowe zajechało jeszcze jedno auto. Po klasycznym starym, dość wysłużonym modelu dało się odczuć, że to lokals. Dość długo siedziałam w aucie śledząc mapę, czy może nie da się podjechać z innej strony na polanę, ten offroad zdawał się być już nie dla busa.

– Potrzebujesz pomocy ? – Człowiek zapytał biegłym angielskim, co nie jest często spotykane, tym bardziej z dala od miast. Fifi przywitał go charakterystycznym hauuu, zanim mogliśmy dalej kontynuować rozmowę.

 – Nie dziękuję. Podobno jest tu jakiś punkt widokowy, chciałam zerknąć.

 – Jest, właśnie tam idę. – powiedział człowiek, wyciągając papierosa. I poszedł. Ja chwilę później zebrałam towarzystwo i też postanowiłam sprawdzić okolicę.

Kilka kroków dalej…

…rzeczywiście wyłoniła się polana z pięknym widokiem na okoliczne szczyty. I tak zaczęła się rozmowa. Człowiek okazał się między innymi rowerzystą, który buduje tu ścieżki rowerowe, downhill, przez góry i rzuca przeszkody tym strudzonym rowerzystom… W krótkiej rozmowie dowiedziałam się o nazwach wszystkich do tej pory bezimiennych szczytów oraz o tym, gdzie biegną ścieżki i co kryje się za zakrętem.

Później tematy już nakręcały się same. Dowiedziałam się, że w Serbii jest bezpiecznie. Ale w Bośni, to można przepaść w górach bez śladu i nigdy nie wrócić. Nikt nawet nie podejmie próby szukania. Oczywiście mówiliśmy o miejscach z dala od cywilizacji i z dala od dróg. Tam, gdzie idzie się szukać nowych ścieżek i szlaków. Usłyszałam historię o jego znajomym przewodniku górskim. O tym, że to nie węże czy niedźwiedzie są problemem… a że człowiek sam lubi się pchać w tarapaty. Ale złe rzeczy dzieją się tam… za górą i rzeką. W Bośni…

Kolejne szybko płynące minuty krążyliśmy wokół tematów związanych z pracą, Unią Europejską, covidem, kulturą bałkańską czy szerokopojętą współczesną turystyką. Człowiek otworzył się opowiadając o swoim dzieciństwie, rodzinie, żonie i córeczce i pieskach (o problemnie bezdomnych zwierząt też innym razem)… Czas jakby stanął a słońce nie zachodziło, choć już powinno.

Może jednak nocleg?

– A kojarzysz tu jakieś dobre miejsce noclegowe z dala od drogi, bo nie chcę żeby pieski od razu na ulicę miały wybieg?

– Lepszego miejsca, gdzie można zaparkować w odległości od drogi nie znajdziesz. A stąd jest też dobry widok na wschód słońca. I wskazał miejsce paleniska, bo czasem też tu nocuje w hamaku.

Pierwsze pożegnanie na polanie nie wyszło. Po dordze szukając optymalnej drogi dla Busa uprzątnął kamienie. Mogliśmy zaparkować te kilka metrów dalej od drogi.

Drugie też. Jeszcze przy samochodach przeciągnęła się rozmowa o kolejne kilkanaście minut. Człowiek pokazał w telefonie zdjęcie swojej córki i żony oraz domu, który właśnie buduje, tam za górą. Nie dla siebie. On miał gdzie mieszkać. Dom był dla przyjaciół i turystów, Zbudowanie domu w trudnych bałkańskich górach nie do końca jest owiane europejską papierologią prawa budowlanego… Jego samochód też krył w sobie nie jedną historie, której jeszcze nie zdążyliśmy sobie opowiedzieć. Pożegnanie i tym razem nie przychodziło łatwo. Wreszcie, gdy już zaczęłam karmić pieski i zabierać się za obiad, człowiek zawołał mnie po raz ostatni…

Z siekierą!

 –  Mam coś dla Ciebie. Chciałbym dać Ci prezent, bo polubiłem to jak żyjesz.  Przyda Ci się, gdy będziesz chciała palić ognisko. I dla bezpieczeństwa też, no wiesz.  – i w tym momencie wyciągnął z czeluści auta siekierę i… worki na śmieci, takie 90l . To nie była jakaś kolekcjonerska siekiera ani też nieużywana. Widać, że swoje już przeszła a wręczona od serca nabrała jeszcze więcej wartości. A zabawny w tej historii jest fakt, że akurat tego dnia skończyły mi się worki na śmieci. Po drodze zapomniałam kupić. Podarki okazały się bardzo praktyczne.

 Jak się okazało przy ostatecznym pożegnaniu

Alex zostanie w pamięci, nie tylko ze względu na siekierę, ale przede wszystkim wyjątkowy charakter i otwartość. To jedno z tych spotkań, które jeszcze długo odbijają się echem. Siekiera zamieszkała w busie, tak dla bezpieczeństwa i żeby rozpalić ognisko…


W czasach ciasteczek, nie mam wpływu na to co dzieje się na zapleczu w silniku strony, czy przeglądarki albo urządzeń z których korzystasz, ale osobiście nie gromadzę i nie wykorzystuję Twoich danych. Nie gromadź i nie wykorzystuj moich. Cytaty, zdjęcia i co nie moje publikuję z poszanowaniem autora. Teksty na stronie są moją własnością, Chcesz je wykorzystać? Śmiało, ale nie zapomnij dodać, kto jest autorem.

Obserwuj

Rozszyfruj i pisz

contact malpa talesbytherodise eu