
Wiatr zniechęcał od samego rana, a nawet jeszcze w nocy… Co chwilę budząc się zastanawiałam, czy to jeszcze szum rzeki Tara a może to przejeżdżający pociąg?
Poranek jasno potwierdził, że cały czas były to szepty a właściwie awantury kołyszących drzew. Jeszcze raz sprawdziłam pogodę. Widzę jednak jak rzeczywistość minęła się z tym, co powinno być. – 4 m/s? Niemożliwe. Anemometr został w pracy, zresztą i tak nie był potrzebny. Odczekałam kolejną godzinę i kolejną. Ale każda kolejna skracała wyjazd o kolejne kilometry.
– Lepiej nie będzie. To może chociaż sprawdzę ten odcinek?
Kreskę na mapie wytyczyłam już kilka dni temu w nadziei, że tam może być ciekawie. Czarnogóra niestety już mnie wielokrotnie zaskoczyła, że w górach na bardzo nietypowych wysokościach można się spodziewać asfaltu. Tutaj też mogło tak się skończyć.
GPS swoje a droga swoje…
To nie pierwszy raz, gdy w trochę wyższych partiach gór, gdzie drogi są kręte i nieoczywiste GPS potrafił wariować. Jednak, kiedy po zjeździe z wąskiego asfaltu wpadłam na bardzo atrakcyjną, ewidentne nowopowstałą szeroką dwupasmówkę, byłam równie zdziwiona, co i ta droga, na której się znaleźliśmy. Wyglądała jak jeszcze nieoddany do użytku odcinek drogi. Równie niespodziewanie jak się pojawiła, zniknęła klasycznym odcięciem asfaltu. I tak już dawno minęłam się z wytyczoną wcześniej trasą, ale pewien most na rzece bardzo mnie zachęcał, żeby zerknąć co się schowało za zakrętem. A schowały się… Piękne szutry i kamieniste drogi biegnące zboczem góry, które doprowadziły mnie do wcześniej zaplanowanej trasy.
Na którymś kilometrze trafiłam w część Katun Road Untold Bjelasica, przyglądając się w oddali Jarćeve Stane i innym szczytom z drugiej strony.
Ale kim są Katuni i co to jest Katun?
Katuny powstały z potrzeby życia w srogim górskim kraju… To miejsca pasterzy oraz hodowców bydła, którzy na sezon letni przenosili się w dzikie górskie rejony na łąki i pastwiska z powodu braku łąk do wypasu bydła w niższych partiach. Pozostając w swoim koczowniczym trybie życia od maja do pierwszego śniegu… Do dziś ta kultura jest pielęgnowana w kilku miejscach Czarnogóry.
Warto zobaczyć te górskie chatki i pastwiska porozrzucane w malowniczym krajobrazie gór. Przestrzeń. Nie znalazłam minidomków letniskowych ułożonych jeden przy drugim… Te miejsca są samowystarczalne, a ich opiekuni – Katuni przypominają, że szerokopojęte życie w zgodzie z naturą jest nadal możliwe. Poza sezonem gospodarstwa są zamknięte. W sezonie jak wielu innych miejscach tutaj też żyje się z szerokopojętej turystki. Katun Roads to trasy piesze, rowerowe, 4×4.. motocykl też czuje się tam dobrze. Dla mnie niezwykłego klimatu dodawał fakt, że jest tu ta przedsezonowa cisza. Na pierwszy rzut oka miejsca te w więkoszości zdawały się być opuszczone…
„Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”
Labirynt między górami i katunami mógłby się nie kończyć. A słynne powiedzenie nabiera jeszcze większego znaczenia. Zbocze, rzeczka, zbocze, zakręt, serpentyna, znów rzeczka i nagle wyłonił się dom na wzgórzu. – Naprawdę aż tam? A potem kolejna serpentyna, zjazd kamienie, kamienie, kamienie, strumyk i… jeszcze lepsze miejsce noclegowe.
Zatrzymałabym się na dłużej, ale nieustępliwy wiatr, co przystanek pchał a to do przodu, a to w bok… i nie pozwalał nawet popołudniowej kawy napić się w spokoju.
Z ogromnym niedosytem stoczyłam się do Mojkovac.