
Jestem już blisko celu a zza kolejnego zakrętu wyłania się łysy szczyt. Na oko strzelam, że może mieć około 1600 m. Pomyliłam się o 153 m. I choć moja mapa nie do końca pokazuje, że na Jarćeve Strane jest ścieżka, to nie tracę nadziei. Wiele poprzednich szlaków, też wcale nie było na mapach. A inne były tak oznaczone, że nagle na szlakach pieszych znalazłam się motocyklem… W końcu zmierzałam do Parku Narodowego, więc jeżeli ten teren do niego należy, a wszystko wskazuje, że tak. Jakieś drogi będą.
Bramy Parku Biogradska góra były jednak zamknięte. Trasa miała zakończyć się miejscem postojowym przy Jeziorze Biogradsko. Ale droga na swoich ostatnich 3 kilometrach okazała się niedostępną. Szlaban wyraźnie sugerował, że nie należy tam teraz wjeżdżać. Szanując to zostawiliśmy z Fifim busa ciut niżej. Godzina dobra. Kilka aut na parkingu też było. Pogoda dopisywała. Budka poboru opłat zamknięta. Także podreptaliśmy te ostatnie kilometry zbadać rejon, szkoda tylko, że asfaltem. W Czarnogórze, jest jednak dużo wyasfaltowanych dróg przez nieoczywiste miejsca…
Więc jest i on! A w zasadzie szlak, który prowadzi na Jarćeve
–Jarćeve? Widzimy się jutro! Miło będzie Cię odwiedzić w czasie polskich Świąt Wielkanocnych…
Jak się rzekło tak się stało…
Świąteczna sobota przywitała nas lekkim wiaterkiem i zupełnie bezchmurnym niebem. Parking nocą opustoszały ozdobiło jedno auto. Od rana pojawił się mały ruch. Przy weekendzie (W Czarnogórze Wielkanoc wypada za miesiąc) znalazł się też operator szlabanu, a mówiąc dosłownie operatorka. Kasując odpowiednią kwotę pozwalała wjechać samochodom pod Jezioro Biogradsko. Ostatnie 3 km kosztowały 10 e ale z Fifim trasę mieliśmy już obcykaną.
Poza tym żal byłoby pozbawić się porannej rozgrzewki przed i tak niedalekim szczytem. Szkoda tylko, że drepcząc asfalt… Na górnym parkingu minęliśmy już sporo aut, ale..
szlak – nie – szlak był zupełnie pusty…
Droga na szczyt Jarćeve nie była oczywista, jak wiele czarnogórskich szlaków. Na którymś etapie oznakowanie rozeszły się w różne kierunki a wyraźną do tej pory ścieżkę zastąpiły elementy rajdu na orientację. Przerabiałam już to idąc przez niepozorny zaledwie 303 metrowy szczyt Velji vrh.
Końcówkę łatwym (choć nadal pod górkę) terenem doszliśmy z Fifim na szczyt. To piękny moment, kiedy mogłam w dole zobaczyć drogę, którą jeszcze wczoraj przejeżdżałam. Z tej perspektywy puzzle krajobrazu stworzyły kompletny obraz. Zostaliśmy chwilę korzystając z nadal pięknej pogody i wpatrując w panoramę raz to ośnieżonych raz to rozgrzanych już słońcem szczytów. Widoczność była tak dobra, że te wszystkie wierzchołki na horyzoncie mogły być szczytami dzielącymi Śavnik od Kolaśina. Może tam w oddali był też początek Parku Durmitor, który podobnie jak rzeka Tara przypomina, że Bus Pełen Przygód już prawie zatoczył koło po Czarnogórze…
Wróciliśmy nie tą samą drogą..
…bo przecież, kto by wracał tą samą drogą? Ścieżka, która na mapie była mało wyraźna w rzeczywistości wyglądała na autostradę. Przynajmniej do miejsca gdzie sięgał wzrok. Niestety kolejne kilkaset metrów szybko zweryfikowało rzeczywistość. To była jedna z tych zanikających ścieżek – jeśli wiecie o czym mówię. Do zejścia nad Jeziora Biogradsko, nie mogłam się nadziwić, że dałam się Górze złapać na taki prosty chwyt..
W jednym z momentów najlepszym rozwiązaniem okazało się zejście nie do końca oczywistym wąwozem i wyschniętym strumieniem. Jakkolwiek w dół, bo inaczej nie da się tego, nazwać doprowadziło mnie z powrotem do znajomych czerwonych kropek w białej obwódce! Uff.. Poczucie odległości bywa czasem zakłamane. To był jeden z tych momentów, gdzie – przecież to tylko 500 m… Tak blisko a tak daleko. A potem kolejne 200 metrów szliśmy godzinę niezmiennie mając do pokonania tylko 200 metrów. Nie szarpnęłabym się na takie zejście, gdyby nie wcześniejsze dowiadczenia w poszukiwaniach skał wspinaczkowych..
Wróciliśmy z Fifim nad Jezioro Biogradsko, gdzie w ciągu tych kilku godzin ilość aut znacząco wzrosła. Po krótkim odpoczynku dotuptaliśmy już po raz czwarty trzykilometrowy odcinek asfaltu warty 10 euro.
Czy Góry mają duszę?
Kując własny szlak to One pozwalają po sobie stąpać lub jechać… Góry traktuję z szacunkiem. A bywając często gdzieś tylko „na chwilę” i tak rejon poznaję będąc już na miejscu. Jeśli mam możliwość wejścia na szczyt i zejścia z niego w pięknych warunkach, bez niebezpieczeństw, wiedząc, że za chwilę ruszę dalej… to więź z górami pozwala pokonać trudności..
Stajesz. Rozglądasz się dokoła. I nagle zawieszasz w tej przestrzeni wzrok. I kiedy już wsłuchasz w to co się dzieje, stajesz się trochę częścią tego spektaklu. Jeszcze tak niedawno Ćurevac pozwolił Lotkowi na sobie być…
Równiedobrze możesz planować z wyprzedzeniem wyprawę, dostosowując swój plan do pogody. Wreszcie jechać pół świata, ćwierć albo nawet kilka kilometrów. A i tak spędzisz tydzień w deszczu, mgle lub burzy… Góry i tak zrobią swoje..
Jeśli zechcą nie pozwolą nawet podziwiać widoków…
Jeszcze przed zachodem słońca trafiliśmy z Fifuszkiem na pobliskim Camping nad rzeką Tara. W końcu w ten świąteczny czas przyda się porządna kąpiel.
Poza tym przed nami niedziela. Niedziela sprzyja wyjazdom wokół komina…